Obejrzałem sobie dziś po południu dłuższy fragment pikiety przeciwko ACTA pod polską delegaturą Komitetu Centralnego, tfu, Parlamentu Europejskiego.

Widok ten bardzo mnie zniesmaczył, i popsułem sobie tylko przyjemność zjadanego symultanicznie obiadu. Otóż pikieta zwołana poprzez Facebook'a mimo zapowiadanych niezliczonych mas młodych mieszkańców miast i wsi zgromadziła na skrzyżowaniu warszawskich ulic zaledwie 2000 osób. Trochę to lipnie, bo jak demonstrować to z przytupem i tak ażeby demonstracja zrobiła na rządzących wrażenie.

Demonstranci, wśród których przeważali ludzi w wieku licealnym, zadowolili się krzyczeniem 3 haseł na krzyż, z których najbrutalniejsze brzmiało: Donald matole skąd będziesz ściągać pornole', a najpopularniejsze pomysłowe 'Nie chcemy ACTA'.  Po raz kolejny okazało się, że młodzież mamy zdyscyplinowaną i kulturalną, a że wielu z nich jak się szybko przekonałem stanowili Młodzi Wykształceni z Wielkich Ośrodków, to obyło się bez burd. Raz co prawda poleciało na szybę budynku PE jajko, ale szybko chłopak ze szczekaczką zakrzyknął, że przyszliśmy tu pokazać nasza kulturę i więcej nabiału się nie pojawiło.

Demonstrantom wyraźnie brakowało jasnego celu, a wielu (nie tylko płci pięknej) brakowało właśnie nabiału na wysokości ok. metra nad powierzchnią ziemi. Jajka rzucić nie mozna było, ale jeden z Młodych Wykształconych przebrany za Jezusa Chrystusa dostał pozwolenie na wejście na prowizoryczne podium i nagrodzony zostal burzą braw i radosnych śmiechów. Zakrzyknięto nawet 'Gdzie jest krzyż' -  awangardowy przebój internetu.

Nie żeby wśród tego tłumku byli sami palikotowcy, punki, socjaliści i inny element, byli też ludzie o poglądach powszechnie uważanaych za wsteczniackie, ale ci widząc to zbiorowisko osobliwości poczęli się rozchodzić do domów a w raz z nimi biało-czerwone flagi. Chyba wielu z tych bardziej łebskich zaczyna dostrzegać, ze cała ta szopka która toczy polski internet i media w Polsce ma co prawda swój cel, ale tym celem napewno nie jest ochrona praw i wolności w internecie.

 

Odniosłem tragikomiczne wrażenie, ze wielu z dziś protestujących albo zapomniało, że istenieje życie poza internetem, albo ma poważne braki w edukacji, albo zasila armię młodych bezrobotnych lub innych hipsterów dumnych ze swego nieróbstwa, albo też zwyczjanie boi się, że jakieś siły odetną im dostęp do darmowych seriali i filmów klasy B, których są namiętnymi konsumentami.

A może chodzi im tylko i wyłącznie o te pornole?